Info
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Maj6 - 2
- 2013, Kwiecień7 - 10
- 2013, Marzec2 - 2
- 2013, Luty2 - 1
- 2012, Październik1 - 2
- 2012, Sierpień10 - 3
- 2012, Lipiec14 - 2
- 2012, Czerwiec12 - 4
- 2012, Maj13 - 3
- 2012, Kwiecień12 - 12
- 2012, Marzec16 - 16
- 2012, Luty4 - 0
- 2012, Styczeń2 - 0
- 2011, Kwiecień2 - 4
- 2011, Luty1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
- 2010, Maj3 - 0
- DST 69.00km
- Teren 3.00km
- Czas 03:03
- VAVG 22.62km/h
- Podjazdy 704m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Leśna
Czwartek, 26 kwietnia 2012 · dodano: 26.04.2012 | Komentarze 0
Miał być dzisiaj Liberec, a wyszła Leśna i odwiedziny starych znajomych. 
Widoczek na Karkonosze...
... i na Góry Izerskie
Ślad GPS trasy
- DST 41.72km
- Teren 21.00km
- Czas 02:15
- VAVG 18.54km/h
- VMAX 51.00km/h
- Podjazdy 709m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Perła Zachodu
Wtorek, 24 kwietnia 2012 · dodano: 24.04.2012 | Komentarze 0
Takie tam wzdłuż Bobru, przez Perłę do Jeleniej, na kawkę. Powrót tą samą trasą.
Był most - nie ma mostu.
Perła Zachodu z daleka...
... i z bliska
Mosteczek
Ślad GPS trasy
- DST 41.81km
- Teren 15.00km
- Czas 02:47
- VAVG 15.02km/h
- Podjazdy 522m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedzielne Polaków rozmowy
Niedziela, 22 kwietnia 2012 · dodano: 22.04.2012 | Komentarze 0
Praktycznie jak co weekend, dzisiaj również razem z Markiem zaliczyliśmy wspólny wypad. I tak jak zawsze omówiliśmy obecną sytuację w naszym kochanym, acz czasem denerwującym kraju. O ile polityce poświęciliśmy może ze dwie minuty, bo o tych wszystkich oszołomach to nie ma co za dużo gadać, to temat ogólnie pojętego sportu zajął nam resztę czasu. Było o naszych kopaczach, o Wencie i szczypiorniaku, siatce, hokeju, ba, nawet o zapasach i pływaniu (na i pod wodą). Jednak najwięcej dyskusji było oczywiście o Mai, o jej szansach na złoto w Londynie, o przyszłości i tych zawodniczkach, które mogą jej to złoto odebrać. Był nawet pomysł, żeby do niej zajechać i spytać, jak ona zapatruje się na swoją przyszłość, no ale jakoś tak czasu nie było ;)
A przy okazji po raz pierwszy zaliczyłem ruiny zamku nad Sosnówką. Co ciekawe - sztuczne ruiny, zrobione przez Niemców, tak jakby mało tych prawdziwych po sobie zostawili... 
Ślad GPS
- DST 65.00km
- Teren 30.00km
- Czas 04:06
- VAVG 15.85km/h
- VMAX 54.00km/h
- Podjazdy 1439m
- Aktywność Jazda na rowerze
W rytmie reggae
Sobota, 21 kwietnia 2012 · dodano: 21.04.2012 | Komentarze 1
Ostatnio jakoś nie potrafię się dogadać z moją kondycją. Niby po przebudzeniu daje znać, że wszystko jest ok, że jest gotowa na wypad, taki konkretny, że da radę i nie wymięknie. Skoro tak, to ustalam trasę taką, co by se poszaleć co nieco, powspinać na jakieś ciekawe górki. Ona jest w pełni za. Wyjeżdżamy, niby wszystko jest ok, ale z kilometra na kilometr czuję jednak, że coś tu nie gra. Ta cholerna kondycja wybiera, zdaje się, zupełnie inną trasę niż ja. Tak też było i dzisiaj.
Miałem zaliczyć całego singla, zarówno stronę polską jak i czeską. Niestety po 10 km jechałem już całkiem sam - kondycja dała nogi. Przez nią musiałem zmienić repertuar w słuchawkach, bo Slipknot nie cholery nie zgrywał się z tempem mojego pedałowania, które przypominało raczej szurającego po plaży, ujaranego Jamajczyka, niż koreańskiego robotnika z linii produkcyjnej Chujdaja. Wybór padł na Rastasize - raz, że słońce momentami było takie wakacyjne, jak ich muzyka, a dwa, że wizja Jamajki bardzo przypadła mi do gustu. Co prawda zespół polski, ale najwyższych lotów, zresztą płyta nagrana w Kingston, więc było idealnie.
&feature=related
W takim rytmie dojechałem do Orłowic, gdzie zaczyna się polski singiel.
Skręciłem w las, powspinałem się pod górę po błotku i wyjechałem koło kolejki gondolowej w Świeradowie. Gdzieś tam powinien zacząć się kolejny odcinek singla, prowadzący nad Czerniawą, niestety po raz kolejny nie udało mi się namierzyć w którym to miejscu się zaczyna. Ale o dziwo pod kolejką moja trasa przecięła się z trasą mojej kondycji, która obiecała, że już mnie dzisiaj nie zostawi. Pomyślałem ok, skoro już tak obiecuje, to ją co nieco "przegonię". Wąską drogą, która momentami miała nachylenie ok 18%, wspiąłem się do nartostrady prowadzącej ze Stogu Izerskiego.
Śniegu, jak widać, prawie już nie ma, co dobrze prognozuje na najbliższą przyszłość, w końcu będzie można wybrać się rowerem w wyższe partie gór.
Stąd, trochę lasem, trochę asfaltem, dojechałem do starego przejścia granicznego Polska - Czechy, gdzie to można wjechać na czeskiego singla. W lewo, do góry, ścieżki prowadzące pod Smrkiem, w prawo prowadzące do Centrum Singletrack. Byłem tu już kilkanaście razy, ale jakoś nigdy nie złożyło się, żebym pojechał w prawo, w stronę Centrum. A że kondycja znów dała dupy i gdzieś uciekła, wybrałem tym razem łatwiejszą, prawą stronę. 
Przy wjeździe na niebieską część widać ewidentny zakaz wjazdu, no ale... Pomyślałem, że to pewnie tylko Czechów dotyczy, bo Polak zakazów nie uznaje, a już na pewno nie tych narzucanych przez obcokrajowców, więc bez namysłu udałem się dalej. A tam niespodzianki...
Początek bardzo na tak,
ale potem już tak wesoło nie było. 
Wyglądało to tak, jakby przewinęła się tędy jakaś trąba powietrzna, co chwilę powalone drzewa, powyrywane z korzeniami. Jechało się przez to średnio, bo gdy już nabierałem rozpędu, trzeba było hamować i przenosić rower. Taką właśnie trasą przetoczyłem się do Centrum Singletrack.
I nie wiem, czy to przez to reggae w słuchawkach czułem milusi zapach w powietrzu, czy rzeczywiście grupka czeskich rowerzystów kurzyła sobie lolka :)) Niemal na pewno to drugie, bo przecież im wolno, nie tak jak w naszym zacofanym kraju. Ale i tak przeprowadzam się do Czech, więc mi to tam rybka... ;)
Tu szybki batonik i zielonym (hehe) szlakiem do przejścia granicznego, na asfalt i do domu.
Tak że jak widać, sponsorem dzisiejszej wycieczki był kolor zielony, Konsulat Jamajki, Jah i czeski rząd słynący z genialnych ustaw ;)
Ślad GPS trasy
Peace!
- DST 46.00km
- Teren 12.00km
- Czas 02:58
- VAVG 15.51km/h
- VMAX 53.00km/h
- Podjazdy 593m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Wodospad Przesieka
Piątek, 20 kwietnia 2012 · dodano: 20.04.2012 | Komentarze 2
Kilka dni temu wyciągając słuchawki z plecaka zauważyłem, że gdzieś się zapodział prawy "zausznik", przez co moje ukochane rowerowe Kossy są bezużyteczne. Podejrzewałem, że wypadło mi to to jak dwa tygodnie temu byliśmy z Markiem w Przesiece, dlatego dzisiaj właśnie tam się wybrałem.
Pogoda taka nijaka, raz słońce, raz przelotny deszcz, dobrze, że chociaż ciepło było.
Do Sosnówki jechałem asfaltem, przy zalewie skręciłem w las i dojechałem na miejsce "zbrodni". Niestety kilkanaście minut poszukiwań nie przyniosło pozytywnych efektów, tak jak się spodziewałem. Ale skoro już tutaj byłem, pojechałem nad wodospad, w miejsce, gdzie Majka ćwiczy technikę zjeżdżania po kamieniach. 

Wybrałem łatwiejszy zjazd, po kamiennych schodkach, co wcale nie znaczyło, że było łatwo. Naprawdę niewiele brakowało, żebym roztrzaskał się na kamieniach. Zdecydowanie brakowało mi tylnego zawieszenia. Maja oczywiście wybiera ten trudniejszy zjazd, tuż przy krawędzi wodospadu.
Jakby pecha z zausznikiem było mało, to gdzieś nieco niżej wodospadu, gdzie dalej droga prowadziła po kamieniach, złapałem kapcia. Najprawdopodobniej za mało powietrza w kole i dobiłem obręczą na jakimś kamieniu. Dobrze, że w plecaku był zapas.
Szybka zmiana i kilka minut później można było jechać dalej.
Do domu wróciłem przez Podgórzyn, Cieplice i Wojcieszyce, czyli tak jak przyjechałem.
Ślad GPS trasy
- DST 48.00km
- Teren 35.00km
- Czas 04:10
- VAVG 11.52km/h
- VMAX 48.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 983m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Końska Szyja
Środa, 18 kwietnia 2012 · dodano: 18.04.2012 | Komentarze 2
Słońce wyszło, to na rower trzeba było się wybrać. Tym razem w góry. Oczywiście nie w te wyższe partie, ale w Izery. W sumie to chciałem przejechać przez Końską Szyję i zjechać do Świeradowa, na singla, ale w trasie wyszło co innego.
Początek do Antoniowa i tam w las. Na dole brak jakichkolwiek oznak, że jeszcze niedawno była tu zima. 
Im wyżej, tym na poboczu coraz więcej białego cholerstwa.
W tym miejscu miesiąc temu skończyłem swoją przygodę, dzisiaj aż tak źle nie było.

Temperatura, jak widać po zamarzniętej wodzie, mimo słońca oscylowała ok 1 st, przez co na podjazdach robiło się gorąco, na zjazdach uszy odmarzały. No ale to góry, więc nie ma co narzekać.
Mniej więcej po dwóch kilometrach droga się skończyła, choć dałbym sobie rękę uciąć, że w zeszłym roku tędy jechałem. 
Zawróciłem i wybrałem inną trasę z nadzieją, że tędy dojadę na Końską Szyję. 
Na początku w dół, a później znów wspinaczka. Częściowo droga pokryła się z trasą BikeMaratonu świeradowskiego sprzed kilku lat. No i oczywiście im wyżej, tym więcej śniegu.
I w końcu dotarłem. Z daleka nie wygląda to szczególnie, ale jak już się podejdzie bliżej, widoczek naprawdę rewelacja. 



Sople na wiosnę? Czemu nie ;)
Przekąsiłem co nieco i zamiast zjechać do Świeradowa, zawróciłem w stronę domu, okazało się bowiem, że mam gości :/ Nie chciałem jednak wracać tą samą drogą, dlatego na jednej z krzyżówek odbiłem w przeciwną stronę, niż przyjechałem.
Droga znów prowadziła w górę i w pewnym momencie musiałem skapitulować. Ilość śniegu leżąca na drodze całkowicie uniemożliwiała dalszą jazdę. 
Po drodze mijałem żółty szlak, którym nigdy wcześniej nie jechałem, a który wyglądał na skrót. Zdecydowałem się skręcić w niego i skrót okazał się, za przeproszeniem, po chuju fest. Nie dość, że w pewnym momencie rozdzielił się na dwie drogi, to z czasem okazało się, że na końcu jednej jest taka oto droga.
Zawróciłem, skręciłem w drugą odnogę, ale tam wcale nie było lepiej. Drogą płynęły sobie dwa strumienie, później zaczęły się zaspy, żeby na końcu okazało się, że droga jest ślepa. Myślałem, że szlak mnie trafi, no ale tak to ze skrótami bywa...

Musiałem wrócić na drogę, którą przyjechałem, ale całe szczęście po kilku km mogłem odbić w lewo, dzięki czemu do domu nie wróciłem dokładnie tą samą trasą.
Ślad GPS trasy
- DST 27.20km
- Teren 18.00km
- Czas 01:48
- VAVG 15.11km/h
- Podjazdy 505m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciągnie wilka do lasu
Sobota, 14 kwietnia 2012 · dodano: 14.04.2012 | Komentarze 2
Miał być dzisiaj singiel pod Smrkiem, ale że się towarzystwo wysypało, a samemu to już tam naście razy byłem, obrałem kierunek całkiem przeciwny. Zamiast w góry wybrałem się w doliny, konkretnie w jedną - dolinę Bobru. Wczoraj zaliczyłem odcinek między Barcinkiem a Siedlęcinem, dzisiaj z Barcinka pojechałem w stronę Jeziora Pilchowickiego. Coś dziwnego jest w tym Bobrze, bo cholernie mnie do niego ciągnie. Niby zwykła rzeka, zwykła dolina, a jednak czuję się tam wyśmienicie. Relaks pełną gębą i to niecałe 10 km od domu :)
Początek asfaltem do Barcinka, a tam już w las. Wybrałem drogę, którą wcześniej nie jechałem i która okazała się ślepa. Skończyła swój bieg na szczycie kilkudziesięciometrowej skarpy. Chciałem się dostać do drogi na dole i miałem do wyboru albo zawrócić i szukać jakiegoś zjazdu, albo lecieć na przełaj między drzewami i modlić się, żeby nie zaliczyć gleby, bo nachylenie było naprawdę spore.
Jechać czy nie jechać...
Decyzja była oczywista, bo nie po to zrobiłem naście tysięcy km po górach, żebym teraz szukał jakiś łatwych ścieżek (dobra autoreklama nie jest zła hehe ) Przyjąłem pozycję "na Małysza" - dupa za siodełko i jazda w dół. Tylne koło oczywiście zablokowane, przednie momentami łapało uślizgi na patykach, ale bez przeszkód udało się zjechać. 
No to dajemy ;)
Z dołu wygląda na łatwiznę ;)
Dalej, wąską ścieżką wzdłuż jeziora, udałem się na zaporę. 

Tam co nieco przekąsiłem i udałem się z powrotem do domu, tym razem po brukowanej drodze, niczym na Paris - Roubaix ;)
A tu jesienne zdjęcie zapory. W tym miejscu postawię dom... ;)
Ślad GPS trasy
- DST 23.84km
- Teren 14.00km
- Czas 01:28
- VAVG 16.25km/h
- Podjazdy 375m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
piątek 13
Piątek, 13 kwietnia 2012 · dodano: 13.04.2012 | Komentarze 3
Dzień mam dzisiaj taki, że szkoda gadać, więc gadał nie będę. Zdjęcia wystarczą. I ślad GPS










- DST 29.00km
- Teren 21.00km
- Czas 02:28
- VAVG 11.76km/h
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Kapeć
Środa, 11 kwietnia 2012 · dodano: 11.04.2012 | Komentarze 0
No i w końcu udało mi się kupić piastę. Wczoraj wieczorem zaplotłem koło, więc dzisiaj trzeba było je przetestować. Miałem przejechać się tak na szybko, tylko dla testu, ale jak zobaczyłem to błotko, nie byłem w stanie się opanować. Ruszyłem przez pola, lasy, rzeki, wprost przed siebie. Zaliczyłem tereny, w których ostatni raz byłem 20 lat temu, na wycieczce szkolnej. Było świetnie, do momentu, gdy wyjechałem z lasu na asfalt i skierowałem się do domu. Złapałem kapcia. A zapasu oczywiście brak. I z buta do domu. 7 kilometrów. Za dwa dni piątek - 13, więc nie dziwota. I jeszcze mi tel sfiksował i nie ma śladu GPS. Ale dobrze jest! :)
- DST 41.26km
- Czas 02:42
- VAVG 15.28km/h
- Podjazdy 397m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
W poszukiwaniu piasty
Wtorek, 27 marca 2012 · dodano: 27.03.2012 | Komentarze 0
Po tym, jak po wczorajszym serwisie roweru okazało się, że tylna piasta nie nadaje się już do niczego (mega wżery na bieżni korpusu) wyruszyłem dzisiaj do miasta w celach zakupowych. Mimo, że luz na piaście był masakryczny, dotoczyłem się jakoś do Jelonki i zacząłem zwiedzanie sklepów rowerowych. Zaliczyłem wszystkie mi znane i do domu wróciłem oczywiście z pustymi rękoma. Tylko w jednym sklepie znalazłem piastę od ręki, ale było to tylko deore i aż za 150 zł. Cena z kosmosu. O XT mogłem w ogóle zapomnieć, bo proponowali mi w kilku sklepach, że zamówią, ale znów ta cena (ok 200 zł), więc również podziękowałem.
Po powrocie do domu szybki przegląd allegro i pyk - "złoty strzał", czyli nówka XT za 100 zł z przesyłką. :) Co prawda srebrna niestety, ale za taką cenę nie ma co marudzić. I taki jeden już wymyślił, żebym ją lakierem do paznokci przemalował, tak że będzie git ;)

