Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi elkaziorro z miasteczka Legnica (+ Jelenia G/ Stara K). Mam przejechane 5367.88 kilometrów w tym 1539.48 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.63 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy elkaziorro.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Luty, 2013

Dystans całkowity:38.61 km (w terenie 20.00 km; 51.80%)
Czas w ruchu:03:04
Średnia prędkość:12.59 km/h
Suma podjazdów:442 m
Liczba aktywności:2
Średnio na aktywność:19.31 km i 1h 32m
Więcej statystyk
  • DST 21.61km
  • Teren 9.00km
  • Czas 01:45
  • VAVG 12.35km/h
  • Podjazdy 442m
  • Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lon­dyn jest pełen mgły...

Niedziela, 17 lutego 2013 · dodano: 24.02.2013 | Komentarze 0

... i po­ważnych ludzi. Czy mgła wyt­warza po­ważnych ludzi, czy też oni mgłę, nie wiem, ale wszys­tko to ra­zem działa mi na nerwy. - taki to mi się cytacik przypomniał, choć ani ja po Londynie nie jeździłem, ani poważnych ludzi nie spotkałem. Ale mgła była i to nie mała. I śnieg, mnóstwo śniegu.

Wypad był krótki i tak na prawdę to dziwię się sobie, że chciało mi się w ogóle wsiadać na rower przy takiej pogodzie, w niedzielę w dodatku. Co prawda mróz był niewielki, jakieś -3, ale wilgotność powietrza taka, że można było zbierać wodę do bidonu w czasie jazdy, zagarniając powietrze. I wiatr. Całość powodowała, że temperatura odczuwalna była, jak na moje oko, tak z -50 ;) Ale świeżo kupiony białasek skutecznie przyćmiewał wszelkie przeciwności pogody i dałem się mu namówić na kolejny testowy wypad.
Tylko jak tu przetestować amorka, gdy dookoła masa śniegu i wszelkie nierówności skryte pod puchem. Z pomocą przyszli mi drogowcy, którzy (o dziwo) nie zostali zaskoczeni przez opady i na tyle się postarali, że odgarnęli wszystko, co leżało na asfalcie, dzięki czemu na wierzch powychodziły dziury. Na odzinku 10 km zaliczyłem chyba każdą ;) Bo jak się nie ma, co się lubi... ;) Amor pracował ładnie, jednak dopiero jak pogoda zrobi się normalna, będę mógł w pełni ocenić jego potencjał.
Po dziurawym asfalcie zaczęły się leśne drogi, część w miarę przejezdna (dzięki ścince drzewa), część od początku zimy nie odwiedzona przez nikogo. Tam rower albo prowadziłem, albo niosłem, bo o jeździe można było zapomnieć. Wiatr, przez to, że wjechałem do lasu, ustał, za to mgła nasiliła się na tyle, że momentami miałem wątpliwość, czy 50 m przede mną to jest droga, czy tylko mi się wydaje.
Po lesie zrobiłem jakieś 7 km i było naprawdę świetnie. Zero ludzi, czasem jakieś białodupce (sarny) przebiegały mi drogę, drzewa pooblepiane śniegiem. Miło.
Po dotarciu na szczyt Kopańca dotarłem z powrotem do asfaltu i zacząłem zjeżdżać w stronę domu, bo letni buty rowerowe niezbyt nadają się do łażenia po pas w śniegu. Zmarzłem w stopy jak cholera, a jak nie czuje się palców, to przyjemność z jazdy robi się średnia.
Zjeżdżając z Kopańca minąłem wyciąg orczykowy(!) o którym nie miałem pojęcia, a znam te tereny od 30 lat. Ponieważ nachylenie było naprawdę strome, nie trudno było rozpędzić rower do 30 km/h, co przy panujących warunkach wiązało się z lodem na okularach, brwiach, powiekach, nosie, brodzie, ubraniach, ramie itp. Tak oblepiony dojechałem do domu, mijając po drodze ludzi, którzy patrzyli na mnie chyba z politowaniem. A może to był podziw. Przez lód na okularach ciężko było rozpoznać ;)
Generalnie wypad był ciekawy, ale drugi raz w takich warunkach raczej nie będę jeździł. Bo rower rowerem, ale odrobina rozsądku nie zaszkodzi ;)

Zamieszczam dwie fotki z wyjazdu, bo co prawda było ich więcej, jednak następnego dnia w robocie zgubiłem tel i tylko tyle zrzuciłem wcześniej na kompa. Miał być nowy napęd, a trzeba znów kupować telefon...








  • DST 17.00km
  • Teren 11.00km
  • Czas 01:19
  • VAVG 12.91km/h
  • Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trzy literki, a tyle radości!

Sobota, 16 lutego 2013 · dodano: 16.02.2013 | Komentarze 1

Wróciłem!

Kurde, mamy już połowę lutego, a ja mam przejechane coś ok 30 km, więc nie najlepiej to wygląda. Ale... Jak zwykle jest na to jakieś racjonalne wytłumaczenie, bo przecież nie napiszę, że po prostu mi się nie chciało na rower wsiadać. Tak więc wszystko przez tego hucznego sylwestra... Tej wersji będę się trzymał. :)

No ale wróćmy do dzisiejszego wypadu, bo nie był on taki całkowicie przypadkowy. Tak jak widać w tytule, tematem przewodnim były trzy literki... Jakie? A to zależy jak je poukładać, bo:

kombinacja nr 1 - OF3, czyli nowe, długie gacie na rower, które dzisiaj przetestowałem. Bez windstoppera, lekko ocieplane, w sam raz na takie temperatury jak dziś. Spisały się całkiem całkiem, dupa nie zmarzła, jajka też. Zobaczymy, jak to z nimi będzie dalej.

kombinacja nr 2 - SLX, a konkretnie przedni hamulec. Stary powoli przestawał wydalać, a skoro nie potrafił zatrzymać takiego ciężaru, jak ja, to już naprawdę przyszła pora na jego zmianę. Miał być XT, ale po co przepłacać.
SLX spisał się dzisiaj ok, robił to co chciałem i kiedy chciałem, więc czego chcieć więcej?

kombinacja nr 3 - ta najważniejsza, ta, przez którą mordka mi się cieszy i która wydoiła moje konto niemal do zera - SID :)
Tak jak pisałem w podsumowaniu poprzedniego sezonu, lubię zaczynać nowy od jakiegoś gadżetu no i tym razem padło na RS SID Race. Długo się zastanawiałem, czy oby na pewno ten, czy może nie lepszy będzie Fox, a może w ogóle dać sobie spokój z wymianą, skoro Epicon jeszcze działa. Tą ostatnią opcję rozważałem przez jakieś 3 sekundy, bo jak się człowiek napali, to nie ma, że nie ;)
I tak to właśnie jest, że najpierw człowiek zarzeka się ze wszystkich sił, że roweru od G to sobie nigdy nie kupi, a tym bardziej białego amorka, bo to przecież szpan i takie tam, a jak przychodzi co do czego, to jeździ Giantem z białym amorem. I cóż zrobić, takie czasy. ;)

Wracając do sedna, to zanim ja ten dual air ustawię pod siebie, miną zapewne wieki, ale już dzisiejsza przejażdżka z ciśnieniem ustawionym "na oko" pokazała, skąd bierze się różnica w cenie między Epiconem a Sidem. Tak że po kilkunastu km już wiem, że nie żałuję ani jednej złotówki.

I fotki, żeby nie było ;)


z lewej fotka nie ostra, ale mi się obiektyw w tel. przybrudził




Może i jestem jeleniem, że kupiłem SID'a, ale radochy nikt mi nie odbierze ;)


Wydawało mi się, że kiedyś tu była droga. Ale tylko mi się wydawało...