Info
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Maj6 - 2
- 2013, Kwiecień7 - 10
- 2013, Marzec2 - 2
- 2013, Luty2 - 1
- 2012, Październik1 - 2
- 2012, Sierpień10 - 3
- 2012, Lipiec14 - 2
- 2012, Czerwiec12 - 4
- 2012, Maj13 - 3
- 2012, Kwiecień12 - 12
- 2012, Marzec16 - 16
- 2012, Luty4 - 0
- 2012, Styczeń2 - 0
- 2011, Kwiecień2 - 4
- 2011, Luty1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
- 2010, Maj3 - 0
- DST 63.00km
- Teren 48.00km
- Czas 05:59
- VAVG 10.53km/h
- Podjazdy 1397m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Chatkowe naleśniory.
Czwartek, 2 maja 2013 · dodano: 02.05.2013 | Komentarze 2
Jak są na świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło, tak są i prawdy objawione, które nie podlegają jakimkolwiek dyskusjom. Jedną z nich jest wyśmienitość naleśników z jagodami, twarożkiem i bitą śmietaną, serwowanych w Chatce Górzystów. Kto nie jadł, niech żałuje, kto jadł - wie, o czym piszę. Po prostu nie ma lepszych na świecie. Nie ma. I nic nie jest w stanie powstrzymać człowieka, gdy już się na nie "napali", nawet pogoda pod psem, którą właśnie serwuje nam majówka.
W trasę ruszyłem z Markiem. Spotkaliśmy się w Kromonowie na krzyżówce. Ja ubrany na długo, Marek w krótkich spodenkach. No cóż, jak dla mnie to była masakra, Markowi na początku to nie przeszkadzało...
Przez Kopaniec dostaliśmy się do lasu. Klimat był rewelacyjny - mgły dookoła, ponuro, zimno. Nie zawsze słońce decyduje o super wypadzie...
No przyznajcie - któż by nie chciał pośmigać w takich okolicznościach przyrody? ;)
Przez las dojechaliśmy do Rozdroża Izerskiego i już na tym odcinku Marek zaczął żałować, że nie ubrał długich gaci.
Z Rozdroża do góry, w stronę Kopalni, po nowo zrobionej drodze. Kiedyś były tu kamienie, wyrobiska itp, teraz jedzie się jak po asfalcie. Nie fajnie...
Po wspięciu się na Rozdroże pod Kopą, skierowaliśmy się w stronę Chatki, żółtym szlakiem, jednym z moich ulubionych w Izerach. Końcowy odcinek, mega kamienisty, uwielbiam i przyznaję, że jest na tyle trudny, że nawet ja, mistrz techniki (hehe) nie zawsze jestem w stanie pokonać go bez zatrzymania. ;)

Po dojechaniu do Chatki oczywiście naleśniory, bo w sumie po to tam jechaliśmy. Ludzi tak w miarę, bywało mniej, ale bywało też znacznie więcej. 
Po naleśnikach i kawce ruszyliśmy dalej, czerwonym szlakiem w stronę Polany Jakuszyckiej. Z Polany, zielonym, na Kopalnię Stanisław. O ile podczas zjazdu w stronę Chatki pogoda zrobiła się w miarę, to podczas wspinaczki na Stasia znów wróciło zamglenie.
Im wyżej, tym pojawiało się coraz więcej śniegu.
Po dotarciu na szczyt, naszym oczom ukazał się ten oto przepiękny widok... ;)

Gdyby ktoś tam wcześniej nie był, to informuję, że po prawej stronie jest kilkudziesięciometrowej głębokości, ogromna dziura, a na wprost kilkudziesięciometrowa góra. Musicie uwierzyć na słowo. ;)
A tu nasze rowerki się pasą ;)
Pokręciliśmy się chwilę po kopalni, przy okazji wybawiając z opresji biednych turystów, którzy w tej mgle nie potrafili znaleźć szlaków.
Z Kopalni, przez Wysoką Kopę zjechaliśmy z powrotem na Rozdroże Izerskie.
Mgła wisiała cały czas, w dodatku temperatura chyba jeszcze spadła, bo mimo, że byłem dość ciepło ubrany, to podczas zjazdu fest zmarzłem. Przypuszczam, że mogło być nie więcej, jak 3-4 stopnie.
Na Rozdrożu rozjechaliśmy się z Markiem. Ja przez Chromiec wróciłem do domu, od do swojego przez Górzyniec.
Wypad, miło nieciekawej pogody, wyśmienity. Jak zawsze w Izerach. :)

