Info
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Maj6 - 2
- 2013, Kwiecień7 - 10
- 2013, Marzec2 - 2
- 2013, Luty2 - 1
- 2012, Październik1 - 2
- 2012, Sierpień10 - 3
- 2012, Lipiec14 - 2
- 2012, Czerwiec12 - 4
- 2012, Maj13 - 3
- 2012, Kwiecień12 - 12
- 2012, Marzec16 - 16
- 2012, Luty4 - 0
- 2012, Styczeń2 - 0
- 2011, Kwiecień2 - 4
- 2011, Luty1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
- 2010, Maj3 - 0
- DST 60.76km
- Teren 21.00km
- Czas 03:12
- VAVG 18.99km/h
- Podjazdy 1285m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy Singiel tego roku.
Czwartek, 25 kwietnia 2013 · dodano: 26.04.2013 | Komentarze 2
Wymyśliłem sobie, że pojadę sprawdzić, jak mają się moje ukochane Singlowe ścieżki, czy czasem tak długa zima nie narobiła jakiś szkód, czy dalej leży tam śnieg i czy już można te ścieżyczki ujeżdżać.
Wybrałem trasę optymalną, czyli taką, która zaserwuje mi dużo terenu. Początek, czyli do Chromca, niestety po asfalcie, ale potem już las. Kusiło mnie, żeby trochę po lesie poszaleć, odbić z głównego traktu, ale raz, że cel miałem w sumie inny, a poza tym z czasem też tak średnio stałem, dlatego bez żadnego kombinowania, szutrówką dotarłem do Rozdroża Izerskiego. 
Tam oczywiście sprawdziłem, jak ma się mój hotel. Z roku na rok coraz gorzej, a taki był kiedyś ładny...
Rzuciłem też okiem na Stasia, bo już zbliża się ten czas, że trzeba będzie go odwiedzić, ale jak widać na fotce, na razie może to być trudne.
Z Rozdroża, asfaltem, zjechałem do Świeradowa. Tam, przez centrum, wjechałem pod kolej gondolową, no a stamtąd to już rzut beretem do singla.
Pyknąłem fotkę, przegryzłem banana i w długą. 
Najpierw dojazdówka do czarnego odcinka. W dół, po dziurawym pseudoasfalcie, potem szuterek, mostek, podjazd i oto on - SinglTrek pod Smrkiem. Wygląda zacnie, ja zawsze zresztą. Zero śniegu, błotka tyle, co zawsze, czyli nic się od jesieni nie zmieniło. To dobrze.
Ruszyłem na złamanie karku przed siebie, ale tam tak właśnie trzeba. Tam nie wolno jechać powoli, nie wolno za dużo myśleć no i przede wszystkim nie wolno się bać. Jedynie odrobina rozsądku się przydaje, ale tak tylko tyci tyci. Bo toczyć się na rowerze to można przez park, a nie po singlu, bo nie po to takie ścieżki porobili...
Mniej więcej po 3 km przypomniałem sobie, dlaczego zdecydowanie bardziej wolałem przyjeżdżać na Singla z rowerem w samochodzie, mimo, że do Czerniawy mam zaledwie 25 km. Te ciągłe przeciążenia - góra, dół, lewo, prawo, pedałowanie, hamowanie - tak mocno dają się we znaki, że każdy wykręcony wcześniej km mocno się czuje. Plecy dawno mnie tak nie bolały, a przejechałem zaledwie kilka km... Ale i do tego bólu człowiek się przyzwyczaja. :)
Z racji niewielkiej ilości czasu przejechałem tylko czarny odcinek (świeradowski), zahaczając też o czerwony, już po czeskiej stronie. Ludzia na ścieżkach ani jednego, można było robić z rowerem co się chciało. Same ścieżki w doskonałym stanie - zima nic im nie zrobiła. Momentami nawet można było pomyśleć, że opady śniegu dopiero przed nami, bo klimat iście jesienny był.
Nie obyło się oczywiście bez mosteczków, na których zwykle mam zwyczaj zaliczać przysłowiową glebę. Tym razem udało się bez. :)
Do domu wróciłem asfaltem, przez Czerniawę, Krobicę i Rębiszów.
Generalnie - było zajebiście, szkoda tylko, że tak krótko. W sobotę oficjalne otwarcie sezonu na Singlu i znając życie, na trasie będzie multum luda, więc raczej się nie wybiorę. No chyba że na zapowiadaną degustację miodu pitnego. ;)
Ale może w tygodniu, jak czas i pogoda pozwolą, podjadę autem i oddam się tej niemal nieziemskiej przyjemności. :)
Zapraszam każdego, kto czyta te moje wypociny, do odwiedzenia SinglTrak pod Smrk, bo naprawdę warto. I to nie raz i nie dwa. Tu można śmigać w nieskończoność. ;)

