Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi elkaziorro z miasteczka Legnica (+ Jelenia G/ Stara K). Mam przejechane 5367.88 kilometrów w tym 1539.48 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.63 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy elkaziorro.bikestats.pl
  • DST 61.17km
  • Teren 6.00km
  • Czas 03:35
  • VAVG 17.07km/h
  • Podjazdy 913m
  • Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
  • Aktywność Jazda na rowerze

Piątek 13-go

Czwartek, 18 kwietnia 2013 · dodano: 18.04.2013 | Komentarze 8

Wiem wiem, że dzisiaj czwartek, w dodatku 18-ty, ale pech, jaki mnie dzisiaj prześladował, był zdecydowanie z tych trzynastopiątkowych.

A zaczęło się z samego rana, gdy ledwo co po przebudzeniu poczułem, że prawa ręka to jakoś tak nie bardzo na zdrową wygląda. Cholerny ból, drętwienie i napuchnięte palce. Sylwestrowy wypadek nie daje o sobie zapomnieć... Z racji, że umówiłem się na dzisiaj z Markiem, musiałem tą rękę jakoś doprowadzić do porządku. Maść na skórę, przeciwbólowe do pyska i mocna kawa. Po godzinie przeszło, no może nie do końca, ale na tyle, że przestałem o ręce myśleć.
Zjadłem co nieco, dziabnąłem drugą kawę i w trasę. Na pierwszym mocniejszym podjeździe, który chciałem zrobić na sztywno, wyszło, że środkowa zębatka w korbie nadaje się do wyrzucenia. Wiedziałem, że jak zmieniać napęd, to cały, ale miałem nadzieję, że może jeszcze trochę na tej korbie pociągnę. Niestety nadzieja matką głupich. No nic, został mi blat (niedawno wymieniony) i młynek, który sporadycznie używam i który wygląda jak nówka. Jakoś dzisiaj dam radę.
Przez Wojcieszyce śmignąłem do Cieplic, do Marka. Stamtąd przez Staniszów, Czarne i Jelenią jechaliśmy w kierunku Szybowcówki, bo plan był taki, żeby zrobić pętlę maratonu KPR Stoor, a ona właśnie z Szybowcowej się zaczynała. Po drodze krótki postój w KFC i dalej, przez Jeżów, wspinaczka na górę. Tuż przed szczytem trasa odbijała na polną drogę, prowadzącą w dół, w kierunku Płoszczyny. Nareszcie mogłem w pełni sprawdzić, na co stać SIDa i przyznam, że gęba cieszyła mi się niesamowicie. Celowo wybierałem kamienie, dziury, korzenie, żeby tylko amorek miał jak najwięcej pracy. Śmigałem po tych kamieniach jak kozica, gdy już niemal na samym dole, przed wioską, usłyszałem dziwny dźwięk. Zatrzymałem się i sprawdziłem koła, czy czasem nie złapałem kapcia, bo dźwięk z takich syczących raczej był. Wszystko w porządku. Wsiadam z powrotem, próbuję ruszyć, a rower stoi w miejscu. Zerkam w dół, a tam kur... nie ma łańcucha! Oglądam się za siebie i widzę, że leży, wyciągnięty jak rozjechana żmija. Podchodzę, patrzę, no ładnie, rozpiął się na spince. I spinki oczywiście nie ma. Po chwili dojechał do mnie Marek, próbowaliśmy jej jeszcze poszukać, ale cholera wie, kiedy on się w sumie rozpiął. Patrzę na zegarek - jest 17. Sklep w Blaszaku do 18-tej. Damy radę, tzn, Marek da radę. Wskoczył na rower i gazem poleciał w kierunku miasta, po spinkę dla mnie. A ja, z rowerem w jednej ręce i łańcuchem w drugiej, dymam pod górę, z której jeszcze przed chwilą tak mi się cudownie zjeżdżało. Wspiąłem się na sam szczyt Szybowcówy, czyli jakieś 3 km po łące, bo sobie drogę skróciłem. Już w połowie wspinaczki prawy but zrobił mi masakrę z pięty i gdyby nie to, że po błocie lazłem, to bym na boso leciał. Ze szczytu poleciałem w linii prostej w stronę Zabobrza i gdy już dojechałem (a raczej dotoczyłem się) do osiedla, dojechał Marek. Minuta i rower zrobiony. Ale chęci ani czasu na dalszą trasę to ja już nie miałem. Pojechaliśmy jeszcze kawałek razem przez miasto, potem ja odbiłem na Perłę Zachodu, a Marek na Cieplice. Dalej przez Zaporę Wrzeszczyn i Barcinek i doczłapałem się do domu. Po drodze do bolącej ręki i obtartej pięty dołączył ból lewej strony klatki (również pamiątka po Sylwestrze) i ból prawego kolana. Bo przecież ręka to za mało...

Po dzisiejszym wyjeździe jestem taki zajechany, że jutro na pewno nigdzie się nie wybieram. Zresztą i tak ma padać. A teraz, żeby jakoś odreagować, znieczulam się bursztynowym płynem i to chyba jedyna pozytywna rzecz z dzisiejszego dnia.





Komentarze
elkaziorro
| 19:47 niedziela, 21 kwietnia 2013 | linkuj Chodzi o obcieranie pięt, więc wkładki nic nie dadzą.
rennsport
| 09:38 niedziela, 21 kwietnia 2013 | linkuj To lepiej kupić wkładki żelowe do butów :)
elkaziorro
| 06:57 niedziela, 21 kwietnia 2013 | linkuj W sumie nie takie awarie miało się w trasie. ;) Ale powoli myślę nad jakimiś kapciami, które można na dno plecaka wrzucić, bo łażenie kilku km w spd-kach do przyjemnych nie należy. ;)
mtbshadow
| 20:31 sobota, 20 kwietnia 2013 | linkuj Jeszcze nigdy nie rozpiął mi się łańcuch na spince O_o
Ale wypad niewątpliwie z tych zapadających w pamięć :D
elkaziorro
| 11:00 piątek, 19 kwietnia 2013 | linkuj Skoro tak piszesz... Wierzę na słowo. :P
rennsport
| 10:59 piątek, 19 kwietnia 2013 | linkuj Czyli urynoterapia uzdrawia :D
elkaziorro
| 10:40 piątek, 19 kwietnia 2013 | linkuj I tu się Marku mylisz ;)
rennsport
| 10:37 piątek, 19 kwietnia 2013 | linkuj Do wesela sie zagoi :)
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa siezd
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]