Info
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Maj6 - 2
- 2013, Kwiecień7 - 10
- 2013, Marzec2 - 2
- 2013, Luty2 - 1
- 2012, Październik1 - 2
- 2012, Sierpień10 - 3
- 2012, Lipiec14 - 2
- 2012, Czerwiec12 - 4
- 2012, Maj13 - 3
- 2012, Kwiecień12 - 12
- 2012, Marzec16 - 16
- 2012, Luty4 - 0
- 2012, Styczeń2 - 0
- 2011, Kwiecień2 - 4
- 2011, Luty1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
- 2010, Maj3 - 0
- DST 75.00km
- Teren 50.00km
- Czas 05:28
- VAVG 13.72km/h
- Podjazdy 1580m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Izerskie (ośmio) Tysięczniki ;)
Piątek, 11 maja 2012 · dodano: 12.05.2012 | Komentarze 0
Niejaki Tomasz z niejakiej Legnicy kupił sobie nowy rowerek (Cube, ale cóż zrobić) i postanowił go wypróbować w nieco bardziej wymagającym terenie. W terenie, którego ni chuchu nie uraczy się w Legnicy. W dodatku ów Tomasz przygotowuje się do czerwcowego Biegu Rzeńnika i zażyczył sobie dużo podjazdów. Jak chciał, tak dostał.
Początek asfaltem do Piastowa (oczywiście pod górę), w Piastowie skręt do lasu na Bobrowe Skałki (pod jeszcze większą górę). Po pierwszych 7 km podjazdu, gdy już dotarliśmy na Bobrowe Skałki, widziałem po Tomku, że tego się chyba nie spodziewał, przynajmniej nie na początku wycieczki. Ale podobno mu się podobało, więc po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej, kamienistą drogą w dół, do Górzyńca. 
Bobrowe Skałki
Widok na stronę południową (Karkonosze)
I na stronę północną, z Ostrzycą Proboszczowską na horyzoncie
Z Górzyńca ruszyliśmy w kierunku Wysokiego Kamienia. Przez pierwsze kilka km droga prowadziła szeroką, płaską jak stół szutrówką leśną, oczywiście cały czas pod górę. Przy Zakręcie Śmierci zjechaliśmy na żółty szlak, który osobiście uwielbiam pokonywać, zarówno w górę, jak i w dół. Dla Tomka to była raczej nowość, bo w okolicach Legnicy nie ma wielu tego typu podjazdów - stromych, z dużą ilością luźnych kamieni, poprzeplatanych korzeniami, skałkami itp. Miał chłopak okazję poćwiczyć trochę techniki i całe szczęście, że nie zdążył przed tym wyjazdem kupić spd'ków... 
Żółty szlak na Wysoki Kamień
Z racji, że nie był to weekend, na szlaku nie było wielu turystów. Jednak ci, których mijaliśmy, patrzyli na nas jak na debili. Ja już do tego przywykłem, Tomek raczej też się tym nie przejmował. :)
Na Wysokim Kamieniu zrobiliśmy sobie krótką przerwę.
Wysoki Kamień "od spodu" (1058m n.p.m)
Widok z Wysokiego na północ
Karkonosze ( w dole Szklarska Poręba)
Karkonosze raz jeszcze
Po przysłowiowej "bułce z bananem" ruszyliśmy dalej, w kierunku Kopalni Stanisław.
Kolejny cel na trasie - Kopalnia Stanisław
Kopalnia Stanisław - widok z Wysokiego Kamienia
Trasa wiodła grzbietem, tak że na tym odcinku podjazdów za dużych nie było, co nie oznacza, że było nieciekawie. Znów pojawiły się kamienie, skałki, dodatkowo błoto i płynące strumienie. Było śmiesznie ;)
Na Kopalni Stanisław jak to na kopalni - rewelacja. Byłem tam kilkadziesiąt razy, ale nie znudziło mi się to miejsce i chyba nigdy nie znudzi. No ale jak coś takiego może się nie podobać...
Kopania Stanisław (1088m n.p.m.)
Z kopalni, grzbietem, ruszyliśmy w kierunku Stogu Izerskiego, jednak po drodze odbiliśmy w dół, w stronę Jakuszyc, do obowiązkowego miejsca każdej izerskiej wyprawy - do Chatki Górzystów. Tam oczywiście smażony ser (choć muszę przyznać, że chyba nie trafiliśmy na dobry humor kucharki i te nasze porcje była jakieś takie "biedne")
Po posiłku i czeskim piwku ruszyliśmy w stronę Smrka, znów pod górę, co już chyba nieco mniej podobało się Tomkowi. Nie narzekał, jednak widziałem, że siły już go chyba opuściły. Ale był twardy :) Po dojechaniu do Polany Izerskiej odbiliśmy Drogą Telegraficzną w lewo. Początek szutrem, im bliżej Smrka, pojawiało się coraz więcej kamieni i skałek. Ale daliśmy radę. Kolejny obowiązkowy punkt w Izerach, a przy okazji najwyższy szczyt (1124m n.p.m.), zaliczony. No i przy okazji zawitaliśmy do Czech. :)
Kto był na wierzy widokowej na Smrku wie, jak stamtąd jest widok. Zdjęcia niestety tego nie oddają, dlatego zachęcam każdego, żeby się tam wybrał. A wschody i zachody słońca to już w ogóle poezja...
No ja, a w tle Izery i na horyzoncie Karkonosze. Strona polska.
Polskie Karkonosze.
Strona czeska.
Chciałem pokazać Tomkowi choć fragment Singletraka, a że "oficjalny" zjazd ze Smrka wiódł na około góry i wymagał nieco czasu, którego nam zaczynało brakować, postanowiłem, że zjedziemy z góry do Czerniawy wzdłuż granicy polsko-czeskiej. Początek wydawał się ok, ale za czasem robiło się coraz gorzej.
Tu jeszcze zjeżdżało się świetnie.
Tu już było nieco gorzej, ale jeszcze do przejechania.
W dole Świeradów i takie tam ;)
Z czasem ścieżka zrobiła się kompletnie nieprzejezdna i trzeba było znosić rower po wielgachnych kamieniach. Tego się nie spodziewałem, ale w końcu to są góry - niespodzianki na każdym kroku. ;) Po zejściu na dół udało nam się trafić na fragment czarnej trasy Singla wiodącej nad Czerniawą. Niestety Tomek był już tak zajechany, że ten odcinek przejechał tempem spacerowym i obawiałem się, że przy takiej prędkości nie poczuje fun'u. Stwierdził jednak, że ścieżki wyglądają naprawdę fajnie i następnym razem przyjedzie autem bezpośrednio do Novego Mesta, żeby po nich pośmigać. Ucieszyło mnie to, bo kolejna osoba miała okazję poznać to zajebiste miejsce, których w naszej części Europy to jak ze świeczką szukać.
W Czerniawie krótki odpoczynek pod sklepem i asfaltem wróciliśmy do domu.
Mimo, że znam te tereny niemal na pamięć, każda taka wycieczka podoba mi się, jakbym był tu pierwszy raz. W dodatku udało mi się w końcu przespać kawałek nocy (ze 3 godziny), więc tym bardziej jestem z wyprawy zadowolony. Tomek chyba też, skoro powiedział, że jak najszybciej chce tu wrócić ;)
Ślad GPS

