Info
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Maj6 - 2
- 2013, Kwiecień7 - 10
- 2013, Marzec2 - 2
- 2013, Luty2 - 1
- 2012, Październik1 - 2
- 2012, Sierpień10 - 3
- 2012, Lipiec14 - 2
- 2012, Czerwiec12 - 4
- 2012, Maj13 - 3
- 2012, Kwiecień12 - 12
- 2012, Marzec16 - 16
- 2012, Luty4 - 0
- 2012, Styczeń2 - 0
- 2011, Kwiecień2 - 4
- 2011, Luty1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
- 2010, Maj3 - 0
- DST 48.00km
- Teren 35.00km
- Czas 04:10
- VAVG 11.52km/h
- VMAX 48.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 983m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Końska Szyja
Środa, 18 kwietnia 2012 · dodano: 18.04.2012 | Komentarze 2
Słońce wyszło, to na rower trzeba było się wybrać. Tym razem w góry. Oczywiście nie w te wyższe partie, ale w Izery. W sumie to chciałem przejechać przez Końską Szyję i zjechać do Świeradowa, na singla, ale w trasie wyszło co innego.
Początek do Antoniowa i tam w las. Na dole brak jakichkolwiek oznak, że jeszcze niedawno była tu zima. 
Im wyżej, tym na poboczu coraz więcej białego cholerstwa.
W tym miejscu miesiąc temu skończyłem swoją przygodę, dzisiaj aż tak źle nie było.

Temperatura, jak widać po zamarzniętej wodzie, mimo słońca oscylowała ok 1 st, przez co na podjazdach robiło się gorąco, na zjazdach uszy odmarzały. No ale to góry, więc nie ma co narzekać.
Mniej więcej po dwóch kilometrach droga się skończyła, choć dałbym sobie rękę uciąć, że w zeszłym roku tędy jechałem. 
Zawróciłem i wybrałem inną trasę z nadzieją, że tędy dojadę na Końską Szyję. 
Na początku w dół, a później znów wspinaczka. Częściowo droga pokryła się z trasą BikeMaratonu świeradowskiego sprzed kilku lat. No i oczywiście im wyżej, tym więcej śniegu.
I w końcu dotarłem. Z daleka nie wygląda to szczególnie, ale jak już się podejdzie bliżej, widoczek naprawdę rewelacja. 



Sople na wiosnę? Czemu nie ;)
Przekąsiłem co nieco i zamiast zjechać do Świeradowa, zawróciłem w stronę domu, okazało się bowiem, że mam gości :/ Nie chciałem jednak wracać tą samą drogą, dlatego na jednej z krzyżówek odbiłem w przeciwną stronę, niż przyjechałem.
Droga znów prowadziła w górę i w pewnym momencie musiałem skapitulować. Ilość śniegu leżąca na drodze całkowicie uniemożliwiała dalszą jazdę. 
Po drodze mijałem żółty szlak, którym nigdy wcześniej nie jechałem, a który wyglądał na skrót. Zdecydowałem się skręcić w niego i skrót okazał się, za przeproszeniem, po chuju fest. Nie dość, że w pewnym momencie rozdzielił się na dwie drogi, to z czasem okazało się, że na końcu jednej jest taka oto droga.
Zawróciłem, skręciłem w drugą odnogę, ale tam wcale nie było lepiej. Drogą płynęły sobie dwa strumienie, później zaczęły się zaspy, żeby na końcu okazało się, że droga jest ślepa. Myślałem, że szlak mnie trafi, no ale tak to ze skrótami bywa...

Musiałem wrócić na drogę, którą przyjechałem, ale całe szczęście po kilku km mogłem odbić w lewo, dzięki czemu do domu nie wróciłem dokładnie tą samą trasą.
Ślad GPS trasy

