Info
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Maj6 - 2
- 2013, Kwiecień7 - 10
- 2013, Marzec2 - 2
- 2013, Luty2 - 1
- 2012, Październik1 - 2
- 2012, Sierpień10 - 3
- 2012, Lipiec14 - 2
- 2012, Czerwiec12 - 4
- 2012, Maj13 - 3
- 2012, Kwiecień12 - 12
- 2012, Marzec16 - 16
- 2012, Luty4 - 0
- 2012, Styczeń2 - 0
- 2011, Kwiecień2 - 4
- 2011, Luty1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
- 2010, Maj3 - 0
- DST 71.00km
- Teren 30.00km
- Czas 04:58
- VAVG 14.30km/h
- VMAX 48.62km/h
- Podjazdy 1182m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Trójca -Szybowcowa, Łysa, Okole
Czwartek, 22 marca 2012 · dodano: 22.03.2012 | Komentarze 0
Dzisiaj planowałem się trochę zmęczyć, dlatego wybór padł na trzy szczyty - Górę Szybowcową, Łysą Górę i Okole. Pogoda taka jak w ciągu kilku ostatnich dni, czyli niby pochmurnie, ale jakieś tam słońce czasem zaświeci, wiatr też niby słaby, ale za to północny, więc potrafi zmrozić nery. Na rower w sam raz :)
Początek niestety asfaltowy, aż na Górę Szybowcową. Tam krótki odpoczynek, bo widoczność na Jelenią i Karkonosze dzisiaj na prawdę kiepskawa, więc nie było co podziwiać. 
Stąd kierunek Łysa Góra. I nareszcie upragniony teren. Na początku łąka, później las, trochę błota, kamieni, korzeni - to co najlepsze :) Na Łysą od tej strony nie wjeżdżałem chyba z 10 lat, więc momentami miałem wątpliwości w którą stronę jechać. Zastosowałem jednak taktykę, że skoro Łysa jest wyższa od Szybowcówki, to jadę tam, gdzie droga prowadzi pod górę. I sprawdziło się :) Dotarłem na szczyt.
Chwilę "popasłem się" na łączce, pstryknąłem kilka fotek i ruszyłem dalej.

Kawałek zjechałem asfaltem, a później na przełaj, po stoku, w dół w kierunku lasu. Pamiętałem, że gdzieś tam był niebieski szlak, którym planowałem wjechać na Okole. Niestety na szlak nie trafiłem i przez część lasu musiałem przejechać po ściółce. Dopiero po jakimś czasie trafiłem na drogę po zrywce, co w cale nie znaczyło, że jechało się łatwiej. Ściółka była w miarę równa, sucha, a ta droga pełna naprawdę głębokich kałuż, błota no i strumyki też się trafiały :) Po przeprawie ( bo jazdą tego nazwać nie można było) w końcu dotarłem do drogi na Świerzawę, a stamtąd skręciłem na niebieski szlak na Okole.
Droga była całkiem ok, szczerze to myślałem, że będzie ten podjazd trudniejszy, tak przynajmniej wynikało z opowiadań znajomych. Sam na tej górze byłem ostatni raz z 15 lat temu, w dodatku piechotą, więc dla mnie wjazd rowerem to była nowość. 

Końcówka była nieco trudniejsza, większe nachylenie i sporo śliskich kamieni, ale z tym też problemu nie było.
A na szczycie, no cóż, tak jak wcześniej wspomniałem, dzisiejsza pogoda nie była najlepsza do podziwiania widoków. Łysą było widać, jakieś tam zarysy Rudaw również, ale Karkonoszy zupełnie nie. 
Długo tam nie zabawiłem i ruszyłem w dół, dalej niebieskim szlakiem w kierunku... no właśnie nie wiedziałem gdzie mnie ten szlak zawiedzie, ale to akurat nie było najważniejsze. Liczyła się zabawa w trakcie zjazdu, bo momentami można było naprawdę poszaleć. :)

Po drodze trafiłem niestety na ślady ludzkiej głupoty, bo komu do cholery przeszkadzał ten słup z oznakowanymi szlakami?! 
Mknąłem dalej w dół, tym razem zamieniając szlak niebieski na żółty. W końcu wyjechałem z lasu i znalazłem się w miejscowości, która z wyglądu przypominała mi... zupełnie nic. ;) Nie miałem pojęcia gdzie jestem. Do wyboru miałem albo jechać w lewo, albo w prawo. Wybrałem w prawo. Skończyła się wioseczka a ja dalej śmigałem asfaltem przekonany, że coraz bliżej mam do Jeleniej. I jakie było moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie na horyzoncie pojawił się wulkan Ostrzyca Proboszczowicka! Cholera, przecież to nie ten kierunek! 
Zwracać już było bez sensu, więc pojechałem dalej i trafiłem na drogę, którą wracałem ostatnio z Grodźca. Robiło się trochę późno, więc już nie kombinowałem z szukaniem drogi w terenie, tylko śmignąłem asfaltem przez Bystrzycę, Wleń, Pilchowice, a potem na skróty przez zaporę we Wrzeszczynie i Barcinek.
Reasumując - wycieczka całkiem ok i muszę przyznać, że trochę ją w nogach czuję, więc jestem zadowolony. :)
Ślad GPS trasy

