Info
Suma podjazdów to 71481 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Maj6 - 2
- 2013, Kwiecień7 - 10
- 2013, Marzec2 - 2
- 2013, Luty2 - 1
- 2012, Październik1 - 2
- 2012, Sierpień10 - 3
- 2012, Lipiec14 - 2
- 2012, Czerwiec12 - 4
- 2012, Maj13 - 3
- 2012, Kwiecień12 - 12
- 2012, Marzec16 - 16
- 2012, Luty4 - 0
- 2012, Styczeń2 - 0
- 2011, Kwiecień2 - 4
- 2011, Luty1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
- 2010, Maj3 - 0
- DST 73.00km
- Czas 03:36
- VAVG 20.28km/h
- Podjazdy 778m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Legnickie góry ;)
Niedziela, 19 maja 2013 · dodano: 19.05.2013 | Komentarze 0
Wybrałem się w legnickie góry, czyli Stanisławów, Myślibórz i takie tam. Po drodze znalazłem 50 zł, więc wypad zdecydowanie udany. ;)
- DST 36.00km
- Czas 02:05
- VAVG 17.28km/h
- Podjazdy 387m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Słup
Czwartek, 16 maja 2013 · dodano: 19.05.2013 | Komentarze 0
Pojechałem sobie na Słup, zobaczyć, czy przez te dwa lata coś tam się zmieniło. I nie zmieniło się nic.
Z racji, że porządnie wiało, na zalewie sporo wind i kitesurferów. 

- DST 37.00km
- Czas 01:42
- VAVG 21.76km/h
- Podjazdy 217m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Stare śmieci
Niedziela, 12 maja 2013 · dodano: 19.05.2013 | Komentarze 0
Pierwszy wypad po powrocie na stare śmieci. Z Eperem.
- DST 63.00km
- Teren 20.00km
- Czas 04:59
- VAVG 12.64km/h
- Podjazdy 1270m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
W ulewie
Poniedziałek, 6 maja 2013 · dodano: 06.05.2013 | Komentarze 0
We czterech, w słońcu, w deszczu, w terenie, w górach. Zimno, stromo, technicznie, ślisko.
- DST 25.15km
- Czas 01:00
- VAVG 25.15km/h
- Podjazdy 254m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Nudny asfalt
Sobota, 4 maja 2013 · dodano: 04.05.2013 | Komentarze 0
Pojechane, po asfalcie niestety, bo w terenie za mokro. A że po asfalcie, to nudno, więc krótko.
- DST 63.00km
- Teren 48.00km
- Czas 05:59
- VAVG 10.53km/h
- Podjazdy 1397m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Chatkowe naleśniory.
Czwartek, 2 maja 2013 · dodano: 02.05.2013 | Komentarze 2
Jak są na świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło, tak są i prawdy objawione, które nie podlegają jakimkolwiek dyskusjom. Jedną z nich jest wyśmienitość naleśników z jagodami, twarożkiem i bitą śmietaną, serwowanych w Chatce Górzystów. Kto nie jadł, niech żałuje, kto jadł - wie, o czym piszę. Po prostu nie ma lepszych na świecie. Nie ma. I nic nie jest w stanie powstrzymać człowieka, gdy już się na nie "napali", nawet pogoda pod psem, którą właśnie serwuje nam majówka.
W trasę ruszyłem z Markiem. Spotkaliśmy się w Kromonowie na krzyżówce. Ja ubrany na długo, Marek w krótkich spodenkach. No cóż, jak dla mnie to była masakra, Markowi na początku to nie przeszkadzało...
Przez Kopaniec dostaliśmy się do lasu. Klimat był rewelacyjny - mgły dookoła, ponuro, zimno. Nie zawsze słońce decyduje o super wypadzie...
No przyznajcie - któż by nie chciał pośmigać w takich okolicznościach przyrody? ;)
Przez las dojechaliśmy do Rozdroża Izerskiego i już na tym odcinku Marek zaczął żałować, że nie ubrał długich gaci.
Z Rozdroża do góry, w stronę Kopalni, po nowo zrobionej drodze. Kiedyś były tu kamienie, wyrobiska itp, teraz jedzie się jak po asfalcie. Nie fajnie...
Po wspięciu się na Rozdroże pod Kopą, skierowaliśmy się w stronę Chatki, żółtym szlakiem, jednym z moich ulubionych w Izerach. Końcowy odcinek, mega kamienisty, uwielbiam i przyznaję, że jest na tyle trudny, że nawet ja, mistrz techniki (hehe) nie zawsze jestem w stanie pokonać go bez zatrzymania. ;)

Po dojechaniu do Chatki oczywiście naleśniory, bo w sumie po to tam jechaliśmy. Ludzi tak w miarę, bywało mniej, ale bywało też znacznie więcej. 
Po naleśnikach i kawce ruszyliśmy dalej, czerwonym szlakiem w stronę Polany Jakuszyckiej. Z Polany, zielonym, na Kopalnię Stanisław. O ile podczas zjazdu w stronę Chatki pogoda zrobiła się w miarę, to podczas wspinaczki na Stasia znów wróciło zamglenie.
Im wyżej, tym pojawiało się coraz więcej śniegu.
Po dotarciu na szczyt, naszym oczom ukazał się ten oto przepiękny widok... ;)

Gdyby ktoś tam wcześniej nie był, to informuję, że po prawej stronie jest kilkudziesięciometrowej głębokości, ogromna dziura, a na wprost kilkudziesięciometrowa góra. Musicie uwierzyć na słowo. ;)
A tu nasze rowerki się pasą ;)
Pokręciliśmy się chwilę po kopalni, przy okazji wybawiając z opresji biednych turystów, którzy w tej mgle nie potrafili znaleźć szlaków.
Z Kopalni, przez Wysoką Kopę zjechaliśmy z powrotem na Rozdroże Izerskie.
Mgła wisiała cały czas, w dodatku temperatura chyba jeszcze spadła, bo mimo, że byłem dość ciepło ubrany, to podczas zjazdu fest zmarzłem. Przypuszczam, że mogło być nie więcej, jak 3-4 stopnie.
Na Rozdrożu rozjechaliśmy się z Markiem. Ja przez Chromiec wróciłem do domu, od do swojego przez Górzyniec.
Wypad, miło nieciekawej pogody, wyśmienity. Jak zawsze w Izerach. :)
- DST 34.00km
- Czas 01:43
- VAVG 19.81km/h
- Podjazdy 376m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Do miasta po dokumenty.
Piątek, 26 kwietnia 2013 · dodano: 26.04.2013 | Komentarze 0
- DST 60.76km
- Teren 21.00km
- Czas 03:12
- VAVG 18.99km/h
- Podjazdy 1285m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy Singiel tego roku.
Czwartek, 25 kwietnia 2013 · dodano: 26.04.2013 | Komentarze 2
Wymyśliłem sobie, że pojadę sprawdzić, jak mają się moje ukochane Singlowe ścieżki, czy czasem tak długa zima nie narobiła jakiś szkód, czy dalej leży tam śnieg i czy już można te ścieżyczki ujeżdżać.
Wybrałem trasę optymalną, czyli taką, która zaserwuje mi dużo terenu. Początek, czyli do Chromca, niestety po asfalcie, ale potem już las. Kusiło mnie, żeby trochę po lesie poszaleć, odbić z głównego traktu, ale raz, że cel miałem w sumie inny, a poza tym z czasem też tak średnio stałem, dlatego bez żadnego kombinowania, szutrówką dotarłem do Rozdroża Izerskiego. 
Tam oczywiście sprawdziłem, jak ma się mój hotel. Z roku na rok coraz gorzej, a taki był kiedyś ładny...
Rzuciłem też okiem na Stasia, bo już zbliża się ten czas, że trzeba będzie go odwiedzić, ale jak widać na fotce, na razie może to być trudne.
Z Rozdroża, asfaltem, zjechałem do Świeradowa. Tam, przez centrum, wjechałem pod kolej gondolową, no a stamtąd to już rzut beretem do singla.
Pyknąłem fotkę, przegryzłem banana i w długą. 
Najpierw dojazdówka do czarnego odcinka. W dół, po dziurawym pseudoasfalcie, potem szuterek, mostek, podjazd i oto on - SinglTrek pod Smrkiem. Wygląda zacnie, ja zawsze zresztą. Zero śniegu, błotka tyle, co zawsze, czyli nic się od jesieni nie zmieniło. To dobrze.
Ruszyłem na złamanie karku przed siebie, ale tam tak właśnie trzeba. Tam nie wolno jechać powoli, nie wolno za dużo myśleć no i przede wszystkim nie wolno się bać. Jedynie odrobina rozsądku się przydaje, ale tak tylko tyci tyci. Bo toczyć się na rowerze to można przez park, a nie po singlu, bo nie po to takie ścieżki porobili...
Mniej więcej po 3 km przypomniałem sobie, dlaczego zdecydowanie bardziej wolałem przyjeżdżać na Singla z rowerem w samochodzie, mimo, że do Czerniawy mam zaledwie 25 km. Te ciągłe przeciążenia - góra, dół, lewo, prawo, pedałowanie, hamowanie - tak mocno dają się we znaki, że każdy wykręcony wcześniej km mocno się czuje. Plecy dawno mnie tak nie bolały, a przejechałem zaledwie kilka km... Ale i do tego bólu człowiek się przyzwyczaja. :)
Z racji niewielkiej ilości czasu przejechałem tylko czarny odcinek (świeradowski), zahaczając też o czerwony, już po czeskiej stronie. Ludzia na ścieżkach ani jednego, można było robić z rowerem co się chciało. Same ścieżki w doskonałym stanie - zima nic im nie zrobiła. Momentami nawet można było pomyśleć, że opady śniegu dopiero przed nami, bo klimat iście jesienny był.
Nie obyło się oczywiście bez mosteczków, na których zwykle mam zwyczaj zaliczać przysłowiową glebę. Tym razem udało się bez. :)
Do domu wróciłem asfaltem, przez Czerniawę, Krobicę i Rębiszów.
Generalnie - było zajebiście, szkoda tylko, że tak krótko. W sobotę oficjalne otwarcie sezonu na Singlu i znając życie, na trasie będzie multum luda, więc raczej się nie wybiorę. No chyba że na zapowiadaną degustację miodu pitnego. ;)
Ale może w tygodniu, jak czas i pogoda pozwolą, podjadę autem i oddam się tej niemal nieziemskiej przyjemności. :)
Zapraszam każdego, kto czyta te moje wypociny, do odwiedzenia SinglTrak pod Smrk, bo naprawdę warto. I to nie raz i nie dwa. Tu można śmigać w nieskończoność. ;)
- DST 21.00km
- Teren 10.00km
- Czas 01:06
- VAVG 19.09km/h
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
Do lasu
Poniedziałek, 22 kwietnia 2013 · dodano: 22.04.2013 | Komentarze 0
Taka szybka, popołudniowa przejażdżka. Do lasu się wybrałem. Najpierw podjazd asfaltem na Kopaniec, żeby za łatwo (za płasko) nie było, potem w las i po 10 km wyjazd z powrotem na asfalt, w Chromcu. Więcej danych nie ma, bo zapomniałem włączyć Endomondo. Za to przesłuchałem płytę Woodkid - całkiem całkiem.
- DST 79.85km
- Teren 30.00km
- Czas 04:46
- VAVG 16.75km/h
- Podjazdy 1332m
- Sprzęt Szara Eminencja Żiżi
- Aktywność Jazda na rowerze
W (trochę) nieznane
Niedziela, 21 kwietnia 2013 · dodano: 21.04.2013 | Komentarze 0
Tradycyjna niedziela - tradycyjnie na rowerze. Z Markiem - też niemal tradycyjnie. Z tym, że nie na 3 godzinki, jak to zwykle bywało, a na cały dzień.
Plan, wymyślony wczoraj wieczorem przeze mnie, był taki, że pojedziemy do Harrachova. O 10tej spotkaliśmy się w Wojcieszycach i od razu zacząłem Marka namawiać... żeby jednak do Harrachova nie jechać. Trochę chłopak na początku się pogubił, wszak sam wczoraj proponowałem ten kierunek, a dzisiaj za wszelką cenę chciałem go od tego odwieść, ale że moje argumenty były niezwykle mocne, nie było problemu, żeby zmienił zdanie. W sumie to on chyba nie miał w ogóle zdania i chyba było mu to obojętne, gdzie pojedziemy, a ja niepotrzebnie tyle tym jęzorem machałem. No nic, nie ważne...
Wybraliśmy, a w zasadzie ja, kierunek Wojcieszów. Chciałem sobie pośmigać po terenie a dodatkowo zaliczyć jakieś nowe trasy. Myślałem, że uda się zajechać za Wojcieszów, w stronę Lipy, ale jak się później okazało, nie bardzo było jak.
Początek asfaltem, przez miasto, w stronę Krzyża Milenijnego. Tam skręciliśmy w las i szutrowymi drogami dojechaliśmy do Dziwiszowa. Pizgało masakrycznie, dlatego chciałem tak rozplanować trasę, żeby jechać jak najmniej w odsłoniętym terenie. W Dziwiszowie kawałek asfaltu i znów szutrówką, przez stawy, dojechaliśmy do Komarna. Tam znów asfalt. Skierowaliśmy się w stronę BTSów. Ja wiedziałem, co nas czeka, Marek nie... Po wspięciu się na szczyt i zaliczeniu jednego z najsztywniejszych podjazdów w naszej okolicy (przyznam, że dał mi ten podjazd w kość), poczekałem chwilę na Marka, a potem razem, na szczycie przełęczy, przekąsiliśmy co nieco. Po przerwie jeszcze odrobina wspinaczki, tym razem już przez las i byliśmy pod BTSami. Wyżej wjechać się nie dało, a szkoda. ;) Tam kila fotek i w dół, bo błocie, korzeniach, kamieniach i wszystkim, czego sobie tylko dusza zapragnęła. Cudowny zjazd, wypisz wymaluj jak z Golonkowego maratonu. Później droga "znormalniała", bo wjechaliśmy na teren kopalni, czy kamieniołomów, jak zwał, tak zwał. Wszędzie zakazy - wjechaliśmy pod każdy. ;) Gdy wyjechaliśmy z lasu, przed nami pojawił się Wojcieszów. W sumie niedaleko było do asfaltu, ale po prawej zobaczyliśmy taką skromną, polną dróżkę, która wiła się z powrotem w stronę lasu. Wybór był prosty.
Po wjechaniu do lasu przemykaliśmy się między jakimiś ruinami zabudowań, totalnie zarośniętymi, a droga zamieniła się w wąską ścieżkę. W sumie można było zawracać, bo robiło się nie ciekawie, ale Marek zauważył puste puszki leżące w krzakach i stwierdził, że skoro tutejsi tu łażą, to coś na końcu tej ścieżki musi być. I nie mylił się... Miejsce, w które dotarliśmy, zaskoczyło nas totalnie. Widziałem to na zdjęciach, ale nie miałem pojęcia, że jest to ogólnodostępne. W sumie głupim trafem trafiliśmy do kamieniołomu, który był naprawdę świetny. W dole bursztynowe jeziorko, dookoła skały i czerwona ziemia. Świetnie. Można rzec, że Stanisławowi wyrosła konkurencja, choć aż tak okazałe te kamieniołomy to nie były.
Tam kilka fotek, po bananku, i dalej tą wąską ścieżką, w dół, przez zarośla itp. Wyjechaliśmy nad stacją PKP w Wojcieszowie. Szybki rzut oka na zegarek i, no cóż, chyba wracamy. Kolejne wzgórza przyatakujemy innym razem.
Droga powrotna była już po asfalcie. Wojcieszów - Podgórki - Dziwiszów - Jelenia. W "stolycy" zatrzymaliśmy się w Kurnej Chacie, na ziemniaczki i piwko, a potem rozjazd - Marek do Cieplic, ja do domu, jak zwykle przez Perłę Zachodu i Wrzeszczyn.
Jest jeszcze tyle miejsc w okolicy, w których nie byłem...
Stawy w Dziwiszowie
Widok z Przełęczy Komarnickiej na Rudawy i Karkonosze 
Kamieniołom w Wojcieszowie, widok spod BTSów
Kamieniołom


